Wigilijne opowieści
Zimowy humor
Chłodnego wieczoru położyłam się do lóżka, zmęczona jak nigdy. Był piątek, a ja byłam przygnębiona i smutna. To ta pogoda sprawiła, że wpadłam w zły nastrój. Na dworze było zimno, ciemno i ciągle padał deszcz. Jeszcze długo nie mogłam zasnąć i rozmyślałam, co można zrobić, aby otrząsnąć się z przygnębienia. Doszłam do takich wniosków:
– jutro wstanę w dobrym nastroju i powiem sobie: „Przede mną piękny dzień!”;
– poczytam książkę, która poprawi mi humor;
– posprzątam pokój.
Te rozmyślania pomogły mi i już po chwili odpłynęłam w objęcia Morfeusza. Obudziłam się około godz. 8 dzięki temu, że rolety w moim pokoju zasłoniłam wieczorem i panował przyjemny półmrok. Tak, jak postanowiłam, powiedziałam głośno: „Dziś będzie piękny dzień!”. Wtedy nie wiedziałam, że ten dzień naprawdę będzie piękny. Usiadłam na fotelu i zaczęłam czytać moją ulubioną książkę. Później zabrałam się za sprzątanie pokoju. Pościeliłam łóżko, poodkurzałam, podlałam kwiatka i ułożyłam wszystkie niepoukładane rzeczy na swoje miejsce.
Gdy miałam schodzić na śniadanie, do mojego pokoju wpadła z dzikim okrzykiem siostra.
– Śnieg, śnieg, śnieg!- krzyczała.
– Co? Jaki śnieg?- pytałam zdezorientowana.
Dopiero po chwili zrozumiałam, o co chodzi.
– A… śnieg, naprawdę spadł śnieg?- zaczęłam pytać siostrę.
– No tak. Chodź, zobacz!- nalegała siostra.
– No dobrze, już idę – odparłam radośnie.
Moja siostra już była na dworze, a ja dopiero ubrałam się i powoli wyszłam do ogródka. Kiedy zobaczyłam zimowy krajobraz, oniemiałam. Wszystkie drzewa były białe, a pejzaż był jak z bajki. Cały trawnik pokrył delikatny biały puch. Jaki dziwny zbieg okoliczności, że akurat zasłoniłam rolety, ach…
I w tym momencie przypomniałam sobie o moim złym humorze z wczoraj, który prysnął jak bańka. Jednak poranne słowa się sprawdziły!
Hanna Slatan
Moje święta Bożego Narodzenia
Jak zazwyczaj obchodzisz święta Bożego Narodzenia? W każdej rodzinie pielęgnuje się inne tradycje. Niektórzy wieszają jemiołę pod sufitem, a inni śpiewają kolędy. Chociaż w różny sposób spędzamy święta, wszyscy je uwielbiamy. Każdy z utęsknieniem czeka przez cały rok na zapach smakowitych potraw, górę prezentów pod choinką i tę świąteczną atmosferę.
W mojej rodzinie święta Bożego Narodzenia obchodzone są bardzo tradycyjnie. Przygotowania zaczynają się na kilka dni przed Wigilią, począwszy od generalnych porządków, pieczenia pierniczków, kupna i ubierania choinki, po gotowanie tradycyjnych potraw.
Najważniejsza jest kolacja wigilijna, w trakcie której przy stole spotyka się rodzina: dziadkowie, ciocie, wujkowie i moje kuzynostwo. Wszyscy są bardzo elegancko ubrani. Cały dom jest również świątecznie udekorowany, a stół pięknie nakryty i ozdobiony. Wszędzie roznosi się zapach świeżej choinki. Zazwyczaj jest nas kilkanaście osób. Każdy przygotowuje i przynosi inne danie wigilijne, tak żeby na stole znalazło się 12 potraw. Spotkanie rodzinne zaczynamy od przełamania się opłatkiem i złożenia sobie życzeń, a później po kolei pojawiają się kolejne potrawy: barszcz czerwony z uszkami, zupa grzybowa, kompot z suszonych owoców, ryby morskie i słodkowodne, makiełki, kapusta z grochem, pierogi z kapustą i grzybami, chleb, pierniczki i różne ciasta. Moja rodzina pochodzi z różnych regionów Polski i dlatego jest dużo różnorodnych dań.
Po takiej uczcie przychodzi czas na wręczanie prezentów. Zazwyczaj mój tata ubrany w mikołajową czapkę rozdaje wszystkim podarunki. To bardzo przyjemny moment, kiedy na twarzy obdarowanego widzi się uśmiech zadowolenia. Później zazwyczaj śpiewamy kolędy, a najbardziej wytrwali idą na Pasterkę. W trakcie kolacji cała rodzina ze sobą rozmawia i wspomina wydarzenia z minionego roku. Jest bardzo wesoło, radośnie, a czas upływa bardzo szybko.
Dla mnie Wigilia to jeden z najważniejszych dni w roku. Mogę wtedy spotkać się z moimi kuzynami i spędzić z nimi czas. Gdy tylko Wigilia się skończy, już nie mogę doczekać się następnej. Według mnie święta Bożego Narodzenia mają tylko jedną wadę – za szybko się kończą.
Ola Pająk
Choinka
Od dłuższego czasu w moim życiu nie działo się nic ciekawego. No może nie licząc zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, które były już tuż-tuż. Postanowiłam to zmienić i przerwać marazm podobnych do siebie dni. W tym roku nie mogłam zawieźć moich najbliższych, ponieważ było nam ciężej niż kiedykolwiek. Moja siostra od ponad miesiąca było chora.
Dzień przed świętami rozpoczęłam przygotowania. W pierwszej kolejności zabrałam się za tworzenie rodzinnej, ciepłej atmosfery. Namówiłam tatę, żeby wybrał się ze mną po małego iglaka, który później odgrywał rolę świątecznej choinki. Byłam z siebie zadowolona już wtedy, gdyż podczas wybierania drzewka nie mogliśmy się powstrzymać przed krótką bitwą na śnieżki, co wywołało ogromny i szczery uśmiech na twarzy mojego ojca.
Po powrocie powiedziałam wszystkim, żeby przystrojenie choinki oddali w moje ręce. Miałam specjalny plan co do niej. Bez żalu rozbiłam moją skarbonkę z oszczędnościami. Na ten dzień czekałam całe dwa lata! Byłam zdziwiona, dlatego że myślałam, że uzbieram większą kwotę. No, ale i tak uradowana pobiegłam z portfelem w kieszeni do pobliskiego sklepu z ozdobami świątecznymi.
Wybierając brałam pod uwagę kolorystykę (chciałam, żeby lampki i bombki były w ulubionym kolorze mojej najukochańszej siostrzyczki – złotym) i wygląd (oczywiście zależało mi na estetyce ozdóbek). Obładowana zakupami wróciłam do domu, a następnie ozdobiłam skromnie drzewko.
Gdy zakończyłam pracę zdobienia, zabrałam się za laurki i małe upominki, które zapakowałam w własnoręcznie zrobiony papier o tematyce świątecznej.
Kiedy zasiedliśmy do zastawionego po brzegi stołu, pękałam z dumy. Zazwyczaj nasze święta były bezbarwne, ponure, idealnie wpasowujące się w czarny śpiew gawronów za oknami. W tym roku mogę powiedzieć z ręką na sercu – każdy był szczęśliwy (myślę, że zauważyłam też nutkę podziwu w oczach rodzinki), te święta były naprawdę udane!
Sylwia Borkowska
Mikołajkowa opowieść
Pewnego zimowego dnia pojechałam z kuzynką do Świdnicy. Na początku chodziłyśmy po parku i odpoczywałyśmy nad zalewem, rozmawiając o tym, co nas ostatnio spotkało. W końcu postanowiłyśmy kupić jakieś prezenty dla naszych starszych braci. Zbliżały się święta!
Gdy dotarłyśmy do centrum, na środku placu stały sanie zaprzężone w sześć reniferów. Przy wozie stał święty Mikołaj, który na plecach miał wielki wór pełen prezentów. Pomyślałyśmy, że to tylko sen, ale po chwili wszystko się wyjaśniło, gdy Mikołaj do nas podszedł i powiedział:
– Witajcie, dziewczynki, czy byłyście grzeczne w tym roku?
– Miło nam pana poznać, myślimy, że byłyśmy grzeczne.
– Nie mylicie się, widziałem was z mojej siedziby.
– Naprawdę? To niesamowite!
– A jednak możliwe. Czy chciałybyście jakieś prezenty?
Po namyśle odpowiedziałyśmy:
– Bardzo chętnie.
– Proszę, oto one – Mikołaj wręczył nam upominki.
– Dziękujemy!
Zrobiłyśmy zdjęcia Mikołajowi i postanowiłyśmy otworzyć paczki. Zobaczyłyśmy w nich bilety na koncert naszego ulubionego zespołu AC DC oraz cztery czekolady. Byłyśmy szczęśliwe i jednocześnie zdumione. Usłyszałyśmy oddalający się głos:
– Do zobaczenia za rok, bądźcie grzeczne i miłe!
– Do widzenia, panie Mikołaju!
– Ho, ho, ho, wesołych świąt!
Patrzyłyśmy jeszcze przez chwilę na niebo, na którym widziałyśmy tylko smugę i spadający z kopytek zwierząt magiczny pył.
Wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy opowiadać rodzinie o tym, co się stało. Słuchacze wyglądali na zdumionych. Pokazałyśmy też wcześniej zrobione zdjęcia i dopiero wtedy uwierzyli nam. Gdy postanowiłyśmy pójść spać, za oknem zobaczyłyśmy machającego nam Mikołaja i mu odmachałyśmy. Uznałyśmy ten dzień za najlepszy w naszym życiu!
Aleksandra Norbert
Świąteczna niespodzianka
Pewnego bardzo mroźnego, zimowego wieczoru, tuż przed świętami, razem z moją babcią i mamą przygotowywałyśmy potrawy na Wigilię. Zajęte przedświąteczną krzątaniną usłyszałyśmy ciche, płaczliwe szczekanie przed domem.
Kiedy wyjrzałam przez okno, przed naszym płotem zauważyłam małego, białego pieska kulącego się z zimna. Szybko ubrałam kurtkę, buty i wyszłam, aby zobaczyć, czy nic mu nie jest, co się stało…
Piesek bardzo się przestraszył, kiedy do niego podeszłam „Pewnie ktoś zrobił mu coś złego” – pomyślałam. Kiedy mu się przyjrzałam, zauważyłam, że jest bardzo wychudzony i zaniedbany. Powoli zbliżyłam się do niego, miał takie smutne oczy i bał się mnie. Powolutku, cichutko mówiąc do niego, wzięłam go na ręce i zaniosłam do domu.
Moja mama i babcia zaniemówiły. Skąd przy naszym domu, w taki zimny wieczór taki mały piesek? Nakarmiłyśmy go, potem ostrożnie umyłyśmy i pozwoliłyśmy pospać na miękkim kocyku. Piesek zaczął nam bardziej ufać, nawet dawał się głaskać. Widać było, że jest spokojniejszy i szczęśliwy, że ktoś się nim zaopiekował.
Następnego dnia zawieźliśmy Śnieżkę, bo właśnie tak nazwała ją moja babcia, do zaprzyjaźnionego weterynarza. Okazało się, że poza tym, że była bardzo zaniedbana i głodna, jest młodym, zdrowym i bardzo radosnym pieskiem.
Bardzo się ucieszyłam z tego powodu, może nawet będę mogła zatrzymać ją na stałe? Wieczorem porozmawiałam z rodzicami, prosząc o to, aby mogła u nas zamieszkać. Obiecali się zastanowić.
Śnieżka spędziła z nami święta. Cała rodzina ją pokochała. Przez cały czas pilnowała nas, tak jakby prosząc, aby mogła u nas zostać już na zawsze. Dawała się wszystkim głaskać i przytulać. Była spokojna i szczęśliwa. Ciocia nawet powiedziała mi, że zachowałam się bardzo wspaniałomyślnie, opiekując się Śnieżką.
Kiedy reszta rodziny rozjechała się już do swoich domów po radośnie spędzonych świętach, nieśmiało spytałam rodziców, czy Śnieżka może u nas zostać. Ogromna była moja radość, gdy się dowiedziałam, że rodzice dopytali sąsiadów i nikt nic nie wiedział o psiaku. Nikt nie potrafił wyjaśnić, skąd ten mały piesek wziął się u nas w zimowy wieczór.
Spełniło się moje marzenie, bo zawsze bardzo chciałam mieć pieska… I tak oto, już od kilku lat, mała Śnieżka mieszka z nami, sprawiając wszystkim wiele radości.
Marta Luterek
Opowieść wigilijna
Pewnego bardzo zimnego dnia wydarzyło się coś cudnego. A było to konkretnie 24 grudnia 2013 r., czyli w Wigilię.
Na dworze padał gęsty śnieg. Ludzie śpieszyli się do domów, aby nie zmarznąć. Po ulicy zaś włóczyły się bezpańskie, wychudzone i samotne psiaki. One nie miały gdzie się schować. Ludzie odganiali je od siebie. Było mi ich żal, gdy patrzyłam na nie przez okno.
Gdy wieczorem na niebie zaświeciła pierwsza gwiazdka, całą rodziną zebraliśmy się przy stole i usiedliśmy do kolacji wigilijnej. Nagle zadzwonił dzwonek. Podeszłam do drzwi i otworzyłam, lecz nikogo nie było. Przed drzwiami leżał koszyczek, a w nim dwa małe szczeniaczki. Były urocze! Nie musiałam namawiać rodziców na wzięcie tych piesków, ponieważ też byli nimi zauroczeni. Być może dlatego, że był to wyjątkowy, świąteczny wieczór i w taki wieczór niczego się nie odmawia… Urocze psiaki szybko dostały cieplutkie kocyki oraz miskę mleka. Jednak były tak zmarznięte, że skuliły się w kłębuszek i zasnęły słodkim snem.
Kolacja, jak zawsze, minęła w rodzinnej atmosferze, ale mi wyjątkowo dłużyła się, ponieważ jak najszybciej chciałam zająć się szczeniaczkami. Gdy podeszłam do koszyczka, w którym zasnęły, to okazało się, że ich nie ma. Zaczęliśmy wszyscy ich szukać. Nagle zauważyliśmy żółte plamki, gdzie nasiusiały i po tych śladach doszliśmy do choinki. A nasze małe brzdące… grzebały w prezentach! Oczywiście częściowo rozerwały opakowania, więc śmialiśmy się, że mamy już mało do rozpakowywania. A małe szczeniaczki nazwaliśmy: Klara i Łatka.
Po wspólnym kolędowaniu postanowiliśmy z tatą, że pójdziemy z nimi na dwór, ponieważ akurat przestał padać śnieg. Na dworze Klara i Łatka wyglądały zabawnie, przewracając się w śniegu i próbując lizać biały puszek. Śmialiśmy się z tatą z tego widoku, gdy nagle podszedł do nas starszy pan i powiedział:
– Dziękuję, że przygarnęliście te psiaki. To ja Wam je podrzuciłem. Przepraszam za to, ale one potrzebują domu i ciepła, a ja nie mogę im tego dać. Te pieski kiedyś się Wam odwdzięczą.
Spojrzałam na tatę z ogromnym zdziwieniem, a tato na mnie. Gdy odwróciliśmy się z powrotem w stronę tego pana, ale jego już nie było…
Od tamtego momentu minął rok, a dzięki Klarze i Łatce uniknęliśmy nieszczęścia. Otóż, pewnej nocy do domu włamał się złodziej, a nasze mądre psiaki wyczuły go i narobiły strasznego hałasu. Złapały go za nogawki, więc kiedy tato zbiegł na dół, to mógł spokojnie zadzwonić po Policję.
Ciekawe, czy w tym roku w Wigilię także przydarzy nam się coś ciekawego?
Julia Doruch









