Nazistowskie Fabryki Dzieci

“Jeżeli dobra krew, na której się opieramy nie będzie się mnożyła, nie będziemy panować nad światem”. Te słowa wypowiedziane przez jednego z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera – Heinricha Himmlera wyraźnie obrazują jak miała wyglądać polityka rodzinna III Rzeszy. Naziści po dojściu do władzy zapowiedzieli oczyszczenie i rozbudowanie rasy nordyckiej. Miała stać się największą na Ziemi i doprowadzić do pełnej hegemonii narodu niemieckiego.

Polityka rodzinna miała z jednej strony wpływać na rozwój i rozrost rodzin “rasowo czystych”, a z drugiej uniemożliwiać narodziny osób mających “nieczystą krew”. Prawo do pełnego życia miały dzieci silne, w pełni sprawne i o odpowiednim pochodzeniu. Do roku 1945 wysterylizowano aż 400 tys. osób. Wśród nich byli miedzy innymi schizofrenicy, epileptycy, niewidomi, głuchoniemi, czy chorzy na syfilis. Z czasem, gdy hitlerowcy umacniali swoją władzę coraz częstsze stawały się przypadki eutanazji. “Jeśli noworodek był słabowity lub uszkodzony, to kolegium lekarskie, autoryzowane przez społeczeństwo, powinno mu przygotować łagodną śmierć.” Osobom, które nie odpowiadały ideologii nazistowskiej zabroniono już nie tylko posiadania dzieci, ale w ogóle odebrano prawo do życia. Zagrożeni byli także Żydzi, Cyganie, czy homoseksualiści. Założenie było proste: III Rzesza ma być państwem, którego potomkowie są silni, sprawni, czyści rasowo i gotowi do wojny. Metodą realizacji tego programu miało być zwiększenie przyrostu demograficznego rasy nordyckiej. Od liczebności osób czystych rasowo miał zależeć sukces ekspansji.

Rodzina została sprowadzona do roli komórki rozrodczej. Nastąpił ścisły podział obowiązków w domu. Kobieta miała rodzić i wychowywać dzieci, a mężczyzna zarabiać, płodzić i walczyć. Bliskie kontakty matki z dziećmi były niewskazane. Należało wychowywać surowo, aby dziecko już od lat młodzieńczych było gotowe do walki. Nie zwracano uwagi, gdy płakało i karmiono tylko o określonych godzinach, a nie wtedy, gdy maluch tego chciał. Idealny był model rodziny z czwórką lub pięciorgiem dzieci. Za odmowę prokreacji karano wyższymi podatkami i uniemożliwiano awans zawodowy. Rodzinę, czyli tą sferę życia społecznego, która powinna być najbliższą każdemu, zdegradowano do czegoś w rodzaju hodowli przyszłych żołnierzy.

W grudniu 1935 roku Himmler założył Lebensborn, czyli Stowarzyszenie Źródeł Życia. Miało ono stać się rozwiązaniem kwestii samotnych matek. Propaganda głosiła, że jest to organizacja charytatywna pomagająca kobietom samotnie wychowującym swoje dzieci. W rzeczywistości była to instytucja wspierająca program rozwoju rasy aryjskiej. Kobiety miały rodzić i wychowywać tam przyszłych żołnierzy niemieckich. Do Lebensbornu nie przyjmowano wszystkich matek. Tylko te, które miały zaświadczenie o czystości swojego pochodzenia od 1800 r. i poświadczenie lekarskie o dobrej jakości genetycznej. W placówkach Lebensbornu warunki były dużo lepsze niż w ośrodkach położniczych dla matek zamężnych. Wszystkie najdrobniejsze decyzje co do ich funkcjonowania podejmował sam Himmler. Ustalał nawet takie szczegóły jak wystrój wnętrz i spis posiłków. Opiekę nad samotnymi kobietami sprawowały tzw. Brunatne Siostry z NSDAP. Mogłoby się wydawać, że faktycznie chciano pomóc kobietom samotnie wychowującym potomstwo. Faktycznie wśród pensjonariuszek tylko połowę stanowiły matki. Pozostałe to żony funkcjonariuszy SS. Z czasem ośrodki Lebensbornu stały się w praktyce “miejscami hodowlanymi”. Oficerowie SS przychodzili tam, aby spełnić dobry uczynek dla narodu i spłodzić nowego potomka. Nowonarodzone dziecko stawało się dzieckiem żołnierza, który je spłodził i matki, albo było adoptowane przez rodziny nazistów. Z czasem coraz częściej kobiety bezdzietne same zgłaszały się do Lebensbornu, aby “oddać dziecko Hitlerowi”. Pozostawienie potomstwa na wychowanie w tym Stowarzyszeniu Źródła Życia było też wygodnym rozwiązaniem dla dam z wyższych sfer, które oddawały na wychowanie swoje nieślubne dzieci, unikając tym sposobem aborcji.

Gdy wybuchła wojna, nacisk nazistów na zwiększanie wyżu demograficznego stał się jeszcze większy. Wielu żołnierzy ginęło na frontach i potrzebni byli ludzie mogący ich zastąpić w walce. Już w październiku 1939 roku Himmler w oficjalnym wystąpieniu zachęcał ludność III Rzeszy do rozmnażania się. Przedstawiał to jako obowiązek każdego obywatela. W Lebensbornach miało to wyglądać tak, że każda kobieta po dobrowolnym zgłoszeniu się mogła sama wybrać jednego z trzech przedstawionych jej “reproduktorów”. Do tego wprawdzie nie doszło, lecz taki pomysł rodem z obory zaistniał. Himmler w swych obliczeniach oszacował, że w ciągu 30 lat przyjdzie w ten sposób na świat aż 400 tys. żołnierzy, którzy dzięki odpowiedniemu wychowaniu będą gotowi oddać życie w walce za III Rzeszę. W rzeczywistości w Lebensbornach narodziło się “jedynie” 18 tys. dzieci a 90 tys. było pod jego opieką. Gdy naziści zaczęli ponosić klęski na wojnie, zaczęto prace nad eksperymentami medycznymi, które pozwoliłyby na szybszy rozwój rasy panów. Stąd też wzięły się okrutne badania w obozach zagłady (m. in. w Oświęcimiu). Chciano sprawić, żeby kobiety rodziły bliźnięta, przede wszystkim chłopców, dużo bardziej przydatnych nazistom w czasie wojny.

Hitlerowcy już przed wojną rozpoczęli proces wypaczania tego, co rozumiane jest obecnie przez słowo rodzina. Traktowano ją jako bardzo ważny element strategiczny w machnie wojennej. Miała dostarczać nowych, surowo wychowanych żołnierzy. Pomóc w tym wychowaniu miały również organizacje młodzieżowe, jak chociażby Hitlerjugend. Gdy okazało się, że w wielu przypadkach ten “rodzinny” sposób powiększania liczby aryjczyków nie działa, stworzono Lebensborny, Stowarzyszenia Źródła Życia. Przyczyniano się do wzrostu liczy narodzin dzieci nieślubnych, a na tych, którzy nie decydowali się zakładać dużej rodziny nakładano kary. Nie ważne było, w jaki sposób, ale ważne było by rasa się rozrastała. Naziści sprawili, że cud narodzin został zamieniony w produkcję taśmową. Ważna była kolejna “sztuka”. Ważne było, aby produkcja szła dalej. Zupełnie jak w fabryce.