Joanna d’Arc
Joanna urodziła się 6 stycznia 1412 w Domremy, w Lotaryngii, jako piąte dziecko Jakuba d’Arco i Izabeli Romee. Jej rodzice byli ubogimi wieśniakami (później wyniesionymi przez Karola VII do stanu szlacheckiego) i jedyne, czego ją nauczyli to głęboka wiara i oddanie Bogu. Od lat najmłodszych przesiadywała w kościele słuchając muzyki organowej i powtarzając modlitwy z łzami uniesienia w oczach. Później, w trakcie wytoczonego jej przez legatów Inkwizycji procesu wiele typowych dla jej regionu praktyk religijnych, jak choćby wyplatanie wianków dla Matki Boskiej i modlitwy na łonie natury miało zostać wytkniętych jej jako praktyki pogańskie, obcowanie z duchami i odmieńcami. Nikt nie baczył przy tym na fakt, iż Joanna wielokrotnie zarzekała się, iż jest szczerze oddana kościołowi i królowi, i że pogardza pogańskimi rytuałami. Już same jej słowa i zeznania powinny posłużyć do obalenia jednej ze współczesnych tez, które przypisują jej postać korzeniom ruchu Wicca. Podobnie ma się rzecz ze zwolennikami protestanckiej orientacji Joanny – wielokrotnie podkreślała bowiem, że pozwoli się sądzić tylko katolickim sędziom, a nie, jak ich nazwała, partyzantom.
Młoda Joanna prędko obwołana została świętym dzieckiem, świętą dziewicą – obcowała w końcu z aniołami, z Opatrznością – a tego rodzaju opinia godziła w fasady samego kościoła, czemu bowiem miałaby jakaś wieśniaczka dostąpić zaszczytu nieosiągalnego dla wielu pobożnych kapłanów? Lud kłaniał jej się w pas, oddawał cześć porównywalną z tą przynależną dostojnikom kościelnym. W roku 1429, Joanna ze świtą giermków i sług dostaje się po wielu problemach na zamek Delfina w Chinon, w którym tenże kryje się przed najazdem angielskim. Przyszły król Karol VII po długich konsultacjach i namowach ulega w końcu charyzmie nawiedzonej i odrobinę nieokrzesanej chłopki w męskim stroju. Medycy z Poitiers badają, czy młódka w istocie jest dziewicą, gdyż tylko czystej kobiecie Opatrzność mogłaby powierzyć jakąkolwiek misję. Kiedy głosy doradców wierzących w posłannictwo Joanny zagłuszają sceptyków, z królewskim błogosławieństwem Joanna rusza na odsiecz Orleanowi. Po zwycięskiej bitwie zostaje nazwana Dziewicą Orleańską.
Joanna, jej głos i sztandar (gdyż wbrew obiegowym opiniom nie nosiła ona broni, ani nie zabiła w życiu ani jednego człowieka) z imionami Jezusa i Maryi przyniosły Francji nadzieję i pozwoliły obronić się przed najazdem. Nikt jednak nie zdawał się pamiętać jej zasług, gdy wpadła w ręce Luksemburczyków. Pomimo iż Jan Luksemburski gotów był wydać ją Francuzom, ci nie kwapili się, by wyzwolić swą wybawicielkę. Zamiast nich, wykupili ją Anglicy. Zły i poniżony król Henryk VI kazał osądzić i spalić Joannę za czary i konszachty z diabłem, francuski kanclerz Regnault de Chartres nazajutrz po dostaniu się Joanny do niewoli, oświadczył mieszkańcom Reime: „Joanna dlatego tylko dostała się do niewoli, bo nie słuchała naszych rad, folgując jedynie swoim zachciankom.”
Sąd był już tylko formalnością. Przewodniczył mu biskup Cauchon z Beauvais, który stracił swe biskupstwo, gdy Karol VII z pomocą Joanny począł odzyskiwać prawnie należne mu ziemie. Jakby tego było mało, sędziowie otrzymywali sowite wynagrodzenie z rąk Henryka, a sam król rościł sobie prawo do rewindykacji w razie uniewinnienia domniemanej heretyczki. Fanatyczny dogmatyzm ówczesnego kościoła i pieniądze zabiły Joannę, zmieszały z błotem jej dobre imię. Setki lat musiały minąć, nim Joannę obwołano błogosławioną, aż wreszcie, w 1920 została kanonizowana przez papieża Benedykta XV, po serii cudów, których ponoć była sprawczynią.
Ta strona internetowa jest jednak poświęcona dzieciom i młodzieży, wróćmy zatem na chwilę do młodości Joanny. Rozprawimy się z kilkoma tezami na jej temat, które wypadałoby obalić, a także powiemy, jaki był stosunek młodej heroiny do otaczającego ją świata.
Dla przykładu – zapytana jadowicie, czemu nie oddaje się właściwym kobietom zajęciom, odpowiedziała szczerze, że jej zdaniem wystarczająco wiele kobiet już się nimi zajmuje. Obalić też należy tezę, iż Joanna była „chłopczycą”, według badaczy jej życiorysu bowiem, na przykład Victorii Sackville-West, jej faktyczna postawa była czymś zupełnie przeciwnym. Joanna miała nawet przyznać Jeanowi de Metz, iż „wolałaby zostać w domu przy swej biednej matce i prząść” – była dzielna, temu nie zaprzeczy nikt, nikt jednak nie powie też, iż paliłaby się do wyruszenia na front, gdyby nie niebiańska inspiracja. Ktoś mógłby stwierdzić, że szara myszka zupełnie nie pasuje do szarżującej ze sztandarem Joanny, rzadko jednak zdarza się, – wystarczy spojrzeć na współczesne wojsko – by kobiety decydujące się na karierę militarną lub do niej przymuszone pasowały do stereotypu „chłopczycy”. Podobnie ma się sprawa w przypadku etykietki „zbuntowanej”, która przylgnęła do Joanny za sprawą samej zbuntowanej młodzieży. Odwrotnie – noty historyczne oraz zeznania świętej przedstawiająą Joannę jako dziecko nad wyraz posłuszne rodzicom, czasem tylko uciekające od obowiązków… do kościoła.
Niektórzy twierdzą też, kując nową teorię spisku, iż Joanna była nieślubnym dzieckiem Karola Orleańskiego, oddanym na wychowanie wieśniakom; kukiełką, nieświadomą serii dworskich manipulacji, które umieściły ją w środku zwycięskiej kampanii obronnej. Teoria ta pochodzi prawdopodobnie z XV wieku, a miała na celu udowodnienie, że Joanna tak naprawdę nie wywodziła się z Trzeciego Stanu, w końcu, przedstawicielka biedoty i analfabetka nie miałaby szans ani prawa osiągnąć tak wiele. Wiarygodności tej teorii dodawały próby połączenia narodzin Joanny ze śmiercią noworodka, dziecka pana na Orleanie. Zamiana dzieci, upozorowana śmierć – wszystko bardzo ładnie by pasowało. Jest tylko kilka drobnych „ale”: Joanna musiałaby mieć na imię Filip (dziecko było chłopcem), musiałaby urodzić się w 1407 (a dokumenty poświadczają jej datę urodzin, rok 1412), poza tym, istnieją wypisy z dworskich inwentarzy i kronik, podkreślające śmierć maleńkiego dziedzica niedługo po jego narodzinach.
Nie ma też nic dziwnego w tym, że Joanna ruszała do boju w męskim stroju, na czele chorągwi rycerzy. Nominalne dowództwo szlachcianek nad oddziałami zbrojnych nie było rzeczą aż tak rzadką czy rażącą, by czynić z Joanny unikat – no, chyba, że weźmiemy pod uwagę jej niskie urodzenie.
Święta Joanna d’Arc była postacią z krwi i kości, a spory nad jej osobą powinny ograniczyć się do pochodzenia jej wizji. Teolodzy i ludzie wierzący bez wahania przypisują je przeznaczeniu i boskiej interwencji, racjonaliści zaś – wybujałej wyobraźni i halucynacjom związanym z niewłaściwą reakcją na woń kadzidła lub z zatruciem makiem lub lawendą.
Jakiekolwiek by jednak nie było ich pochodzenie, urodzona w 1412 i spalona na stosie 31 maja 1431, Joanna d’Arc, której życie bulla beatyfikacyjna nazywa „jednym wielkim cudem” pozostaje arcyciekawą osobowością i kolejnym w zadziwiająco wielkiej kolekcji dowodem na to, że jeden człowiek może zmienić historię. Dowodem również, niestety, na to, do jak okropnych rzeczy jest w stanie doprowadzić zemsta i fanatyzm.







