Miłość i pokazówka
Życie młodych ludzi przeplata się różnymi romansami. Napisano ich całe mnóstwo, w sumie tyle, że można by z nich usypać piramidę miłości. Nie zawsze z szczęśliwymi zakończeniami. Zastanawiałem się, że może warto przyjrzeć się sprawie romansów z drugiej strony. Nie musiałem długo czekać, gdyż zauważyłem coś, co przykuło moją uwagę. Wniosek z pewnych zachowań dwóch sióstr i koleżanki z klasy. Jestem pewny, że nadchodzi w życiu dziewczyn moment, w którym padają one ofiarami platonicznych miłości. Jak wiadomo z różnych lekcji jest to próg dojrzewania. Nie wiem, czy jeden z wielu, ale próg.
Zaobserwowałem, że dziewczyny najczęściej wzdychają do tych, którzy nawet nie wiedzą o ich istnieniu. To chyba reguła, bo wyjątki się bardzo rzadko zdarzają. Zauważyłem, że dziewczyny wtedy zmieniają wygląd. Inaczej się zaczynają ubierać, czasami starają się być wyzywające, nieraz robią się wulgarne, a wszystko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę wymarzonego w snach księcia. Książę najczęściej jest starszy i zbytnio niezainteresowany ich wdziękami. Mam głębokie przekonanie, że to też reguła. Stąd biorą początek pamiętniki z łzawymi wpisami, przedarte na dwie części zdjęcia, wizyta u pedagoga szkolnego w związku z niespotykaną jaskrawością makijażu, nocne szlochy, liściki, ukochane piosenki, wzrok utkwiony w ścianie podczas kolacji z rodziną…
Rozumiem, chodzi o akceptację. Akceptacja nieraz daje nadzieję, a nawet uczucie pewności. Wydaje mi się jednak, że nie do końca gra toczy się o przysłowiowego księcia, a prawda jest inna i nawet może groźniejsza. Po śmierci mojego taty siostry długo nie mogły dojść do siebie. Po pewnym czasie znalazły sobie chłopaków. Już wtedy wiedziałem, że szukają wypełnienia dla pustki po nim. Robiły to na ślepo, bez przemyślenia. „Okładkowi” chłopcy godzinami okupowali klatkę schodową… źle się to skończyło.
Jedna poznała później kogoś innego, tym razem już zrobiła to zupełnie odpowiedzialnie, ale druga siostra dalej nie rozwiązała tego problemu i stała się odludkiem z wieloma narastającymi problemami i lękami. Tak jak koleżanka z klasy. Jej rodzice żyją obydwoje, ale problem jest innego typu. Podobno jej tata znalazł sobie kogoś, to znaczy inną kobietę. Żebyście wiedzieli, jak szybko plotki przenikają z dużego pokoju do uszu, które wszystko usłyszą… To z kolei stworzyło sytuację, że mniej zajmuje się obecną żoną i córką, która tak jak moje siostry – ona stara się zapełnić pustkę. To groźna sytuacja, bo w niej człowiek może popełnić nieodwracalne błędy, a przynajmniej takie, które mogą wywrzeć spory, negatywny wpływ na jego wykształcenie, zachowanie itp. Taka sytuacja donikąd nie prowadzi.
Zdarza się, że specjalnie wybierają złych chłopców, aby wszyscy widzieli, jak one cierpią, bo chodzi im tylko o to, żeby zwrócić na siebie uwagę. I wtedy bywa, że otoczenie pomaga i problem mija. Nie można też wszystkiego sprowadzić do nazwania problemem wychowawczym. W pewnym wieku młodzi ludzie stają się bardziej dramatyczni, jak aktorzy w teatrze. To już chyba norma, że nikt nie ma zbyt wiele czasu dla dzieci. A już kiedy dzieci same potrafią się ubrać, zrobić sobie jedzenie i dostać się do szkoły, to można zająć się poważniejszymi rzeczami, w szczególności pracą. I tak następuje, moim zdaniem, produkcja patologii. Nie tylko w odniesieniu do historii moich sióstr i koleżanki czy samej niespełnionej miłości. Należy pamiętać, że chęć akceptacji ma potężną siłę i czasem skończyć się może to tragicznie, gdzie stawką jest życie młodego człowieka. Na szczęście nie za często. Dlaczego dorośli, którzy przecież wszystko to wiedzą, zostawiają nas samym sobie? Bez wsparcia i oparcia?
Myślę, że to też nasza wina. Powinniśmy mówić do rodziców, nie raz, dwa, lecz cały czas. Powinniśmy opracować swój własny plan, na zwracanie uwagi rodziców. To nie wstyd sięgać po radę starszych, doświadczonych życiowo nawet w kwestiach tak ważnego uczucia jakim jest miłość, która za nim na dobre rozkwitnie przejawia się w różnych westchnieniach, romansach do tej drugiej osoby.
Nadesłał: Mateusz








