Hot! Zapraszamy do Leska

Kto z nas nie słyszał opowieści o duchach straszących na zamku lub zjawach pilnujących ukrytych skarbów?

Wątki wierzeń w duchy i strachy bez trudu odnajdziemy we wszystkich regionach naszego kraju nie tylko w kręgach wiejskich, ale też małomiasteczkowych i wielkomiejskich. Warto więc spotkać się z legendami oraz odwiedzić miejsca, gdzie w nocy po zamkowych krużgankach spacerują sobie różne osobistości z zaświatów, a w wolnym czasie warto udać się w podróż do Leska.

Tam znajduje się jeden z najwspanialszych zabytków Leska – zamek z XVI w., który wzniesiony został na wysokim brzegu Sanu przez wielkiego marszałka koronnego i wojewodę krakowskiego – Piotra Kmitę. Ród ów zamieszkiwał uprzednio zamek Sobień w Załużu, w niewielkiej odległości od Leska. To tu, w murach Sobienia, miały miejsce zdarzenia, których zwieńczeniem stała się legenda o „Czarnej Pani” z Leska.

W drugiej połowie XV wieku zmarł władca Sobienia z rodu Kmitów. Była to przedwczesna śmierć. Władca zostawił młodą żonę w nieutulonym  żalu. Wdowa postanowiła do końca życia nie zdejmować szat żałobnych i dochowała wierności swemu zobowiązaniu. Wkrótce też zginęła śmiercią tragiczną w płomieniach Sobienia podpalonego przez wojska węgierskie w 1474 roku.

Kilkadziesiąt lat później ród Kmitów przeniósł się do Leska, a wraz z nim duch nieszczęsnej wdowy, ukazujący się pod postacią „Czarnej Pani”. I choć zamek na przestrzeni dziejów zmieniał właścicieli, stając się siedzibą rodów takich jak Ossolińscy, Mniszkowie czy Krasiccy, to zjawa pozostawała nadal mieszkanką zamku w Lesku.

Postać wiele razy obserwowano głównie wieczorową porą na korytarzu lub w komnatach zamku. Była to piękna młoda kobieta ubrana w powłóczyste, czarne szaty. Pojawiała się nagle i cicho, z twarzą przykrytą czarnym szalem, bezszelestnie mijała patrzących na nią ludzi i nagle rozpływała się w powietrzu. Jej pojawienie się odnotowano nawet w kronikach: zakłóciła atmosferę balu karnawałowego w roku 1780 r. Naoczny świadek – Anna Ponimirska – tak opisywała owo zdarzenie:

Postać w czerni przesunęła się przez rozbrzmiewające muzyką komnaty i weszła do sali, gdzie rozbawione towarzystwo ustawiało się właśnie do poloneza. Zdumieni goście rozstąpili się przed nią, orkiestra przestała grać, i – choć wszystkie okna z powodu mrozu były zamknięte – zerwał się zimny powiew, a świece w kandelabrach przygasły. Dama we wdowich kirach przeszła przez salę i zniknęła w przeciwległych drzwiach.

 

Kmiter_Burg

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *