Hot! Moja wojna

Moja wojna z rodzicami, a szczególnie z mamą, rozpoczęła się w okresie, gdy wszyscy zaczęli wyprawiać swoje „szesnastki”.  Nie wiem skąd akurat taka moda, by szesnaste urodziny stawiać na takim piedestale, no ale okres gorących szesnastek zaczął się od urodzin mojego kolegi Bartka.

Byliśmy na pizzy i na kręglach. Wracając z kręgli, zahaczyliśmy jeszcze o kebaba. Było fajnie, spokojnie. Mama cały czas dzwoniła i wypisywała SMS’y w stylu „czy żyjesz i czy mam już dzwonić po szpitalach”. Irytowało mnie to strasznie. Rozumiem, że się martwi i że prawie 16 lat to nie dorosłość, ale mogłaby czasami odpuścić. Może rozumiałbym to lepiej gdybym był jedynakiem, ale mam przecież starszą siostrę i jakoś nie przypominam sobie, by przechodziła przez coś podobnego, choć może z drugiej strony nie chciała się tym afiszować.

Jakoś w niedalekim czasie były jeszcze urodziny Kamila i Natalii. W obu przypadkach były to urodziny plenerowe (raz na działce u Kamila i nad jeziorem). Przyszedł czas na urodziny mojego najlepszego kolegi Jacka. Miały odbyć się na wsi w jego domu. Jego rodzice mieli jechać do SPA z okazji 20. rocznicy ślubu, lecz nie miała to być jedna z tych dzikich imprez w tajemnicy przed dorosłymi. Tu było wszystko dogadane. Miała nas pilnować jego babcia.

 

10294420724_0300cf921d_o

 

Problem dla mamy był jeden, a nazywał się „nocleg”. Tata jakoś nie robił problemów. Powiedział, że mam być tylko rozsądny. To u niego lubię. Brak gadek umoralniających tylko traktowanie mnie jak normalnego człowieka. Z reguły monologi rodziców zakazujące picia alkoholu i palenia papierosów kończyły się u moich znajomych tym, że robili to głównie po to, by zrobić na złość rodzicom.

Mama miała swoje zdanie. Nie przekonało ją nawet to, że rozmawiała z rodzicami Jacka. Owszem pozwoliła mi, ale pod warunkiem, że przyjedzie po mnie o 21 i zabierze do domu. Chciałem spać jednak u tego kolegi. Zabawa miała trwać jeszcze długo. Miały być horrory na jego nowym 50 calowym telewizorze i ogólnie zaplanowana była noc filmowa. Zwijanie się z imprezy o 21.00, gdy nawet nie zrobi się ciemno to przesada. Po godzinach proszenia i przekonywania mamy, że nie upije się i nie będę brał narkotyków dały efekt. Mama zgodziła się na nocleg. Warunków było kilka.

Przywiozła mnie, napiła się kawy z babcią Jacka, przedłużała zostawienie mnie samego w nieskończoność. W końcu po 1,5 godziny pojechała. Dzwoniła w odstępach około godzinnych, a rano o 9 stanęła w drzwiach, by zobaczyć czy przypadkiem nie jestem pijany i czy po pokoju nie walają się butelki. Pomimo tego bawiłem się dobrze. Telefon od mamy wystraszył kilka osób, dzwoniąc podczas napiętej sceny w filmie.

To właśnie jeden z moich konfliktów. Moja wojna z mamą o trochę wolności. Nie skończyła się. Będzie trwać jeszcze parę lat pewnie. No, ale i tak ją kocham, choć jest nadopiekuńcza.

Nadesłał: Kuba

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *