Hot! Mój najgorszy dzień w szkole

Oj… wybrać jeden będzie niełatwo. Każdy z was miał pewnie takich sporo i wybór tego najgorszego to nie lada problem i zagwozdka. No, ale dobrze postaram się opisać jeden z takich dni, który zapadł mi w pamięć i odbił się echem na półrocze.

Był ciemny, zimny, grudniowy, niedzielny wieczór. Wracaliśmy z rodzicami samochodem od dziadków. Droga była dość długa. Nie wiem, ile dokładnie kilometrów, ale droga zawsze zajmowała nam jakieś dwie, dwie i pół godziny. Jechaliśmy kręta drogą przez jakąś wieś nagle samochód zahuczał i zatrzymaliśmy się na światłach awaryjnych na poboczu w jakimś lesie. Tata ze zdenerwowaniem uderzył w kierownicę. Próbował uruchomić auto, lecz bez skutku. Jeszcze chwilę wcześniej termometr samochodowy pokazywał -23 stopnie. Teraz już nie pokazywał nic, bo nasze auto przestało działać całkowicie. Tata chciał wezwać lawetę, ale okazało się, że telefon nie ma zasięgu. Zostałam z mamą, a tata poszedł do pobliskiej wsi zatelefonować od kogoś z domu. Było bardzo zimno. Tata wrócił po 30 minutach i powiedział, że pomoc już jedzie. Okryliśmy się kocami z bagażnika i czekaliśmy. Pomoc dotarła około północy, a w domu byliśmy jakoś przed drugą.

 

1JyANL0DTguQcnvDRTg1_DSC_1962

 

Rano miałam na trzecią lekcję, więc wyspałam się i pomaszerowałam do szkoły. Pod drzwiami gabinetu biologii przypomniało mi się, że jest sprawdzian z obszernego działu, dodatkowo kartkówka z fizyki, dyktando z polskiego i słówka z niemieckiego.

Pomyślałam, że już po mnie. Uczyłam się i w ogóle, ale podekscytowanie i zmęczenie z wczorajszej nocy dawało się we znaki. Po wejściu do klasy poczułam, że przemarznięcie z wczoraj odbieram mi siły i zaczyna się gorączka. Nic sobie z tego nie zrobiłam, bo zbliżał się koniec semestru i wahały mi się oceny między innymi z biologii, fizyki i niemieckiego. Zaczęłam lekcja po lekcji pisać kartkówki, sprawdziany, dyktanda… Z chwili na chwilę czując się coraz gorzej.

Na WF nie poszłam. Zadzwoniłam do mamy, żeby mnie zabrała. Kilka dni później zbierałam żniwa tego dnia: biologia 3- i nici z 5 na semestr. Dalej było tylko gorzej. Fizyka 2+, polski 3, niemiecki, aż wstyd pisać – 1. I tak oto najgorszy dzień w szkole zakończył się pożegnaniem z 5 z przyrody, 5 z polskiego, 4 z fizyki i 4 z niemieckiego. Dodatkowo chorowałam przez 4 dni i mam sporo materiału do odrobienia.

Tak oto niewinne odwiedziny dziadków skończyły się dla mnie chorobą i dużo gorszym wynikiem na semestr.

Nadesłała: Kasia

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *