„Kult sportowców”

Szkolny korytarz. Jego środkiem przechadza się wolnym krokiem chłopak, oczywiście kapitan szkolnej drużyny sportowej, po jego prawej towarzyszy mu jego dziewczyna, pewnie kapitanka szkolnego zespołu tanecznego lub wokalnego, o której marzy pół społeczności uczniowskiej, a po lewej najlepszy przyjaciel, a za nim reszta kolegów. Idąc śmieją się, obejmują, przemierzają wzrokiem każdego, plotkują, są szczęśliwi. Chyba każdy z nas potrafi wyobrazić sobie taką scenę, prosto z filmu o amerykańskim liceum. Jednak czy aby doszukać się takich momentów musimy sięgać na daleki zachód, aż do amercian dream.

“Kult sportu”, a raczej “Kult sportowców”. O tym chciałbym dzisiaj powiedzieć kilka słów. Problem o masowej skali w USA, który moim zdaniem, dosięgnął już Polski. Nie ukrywam, że rzeczą, która przelała moją przysłowiową “szalę goryczy” w tym temacie jest premiera drugiego sezonu serialu pt.; “13 powodów” (który polecam serdecznie, szczególnie dorosłym). Nie zmienia to jednak faktu, że nie miałem wcześniej styczności z tym tematem lub mnie nie dotknął.

O co więc chodzi w moim rozumieniu zwrotu “kult sportowców”. Czy będąc uczniem, bądź rodzicem ucznia, podczas wszelakich świąt szkolnych, nie odniosłeś nigdy wrażenia, że jesteś lub twoje dziecko jest gdzieś pominięte? Kto jest najczęściej nagradzany? Kto jest najbardziej rozpoznawalny na korytarzach? Kto rządzi szkołą? Kto sprawia, że inni uczniowie boją się mu/ im podpaść? Kto jest odpowiedzią na te pytania? Miłośnicy szachów? Dziewczyny ze szkolnego chórku? Stali członkowie szkolnego koła filmowego lub poetyckiego? Czyżby nie chodziło właśnie o sportowców? Nie neguję sportu. To dobre, że szkolne drużyny sportowe zdobywają takie a nie inne wyniki (notabene, porównajmy sobie na przykład gminne zawody piłki nożnej a wojewódzki konkurs lingwistyczny). Tylko dlaczego to ma się odbijać na innych uczniach?

Zrobiłem mały wywiad wśród znajomych i okazało się, że problem nie dosięgał tylko mnie. Uczniowie, są gnębieni w szkołach, to niezaprzeczalny fakt. Ale kto ich gnębi? Odpowiedź narzuca się sama i jest oczywista. Sportowcy. Inni uczniowie czują po prostu strach przed przemocą fizyczną ze strony, wyższych, lepiej zbudowanych uczniów, za którymi stanie murem cała społeczność drużyny. Dlaczego nic nie mówią nauczycielom? Bo po prostu się boją, boją się nękania, przemocy fizycznej, wyśmiewania, obrażania. A jeśli ktoś już da sygnał nauczycielowi, że czuje się poniżany, to co się z tym robi? Rozmawia się z prześladowcą, który i tak sobie nic z tego nie zrobi. Bo może. Jemu wolno. Osobiście byłem świadkiem sytuacji na lekcji wychowania fizycznego, kiedy to jednemu z głównych szkolnych zawodników piłki nożnej “coś się stało” (oczywiście udawał, aby zwrócić uwagę i wymusić rzut karny, ponieważ odbywał się właśnie mecz piłki nożnej) . Reakcja nauczyciela była natychmiastowa, od razu pielęgniarka, opieka, “czy na pewno nic ci nie jest? “.  Kiedy wywróciła się osoba, będąca po prostu zwykłym uczniem, takim jak większość, mająca ze sportem mało wspólnego reakcja nauczyciela była następująca. Przepraszam, nie było jej wcale.

Jednak w momencie kiedy zachowanie sportowca wymusza już interwencję ucieka się do “jeżeli nie będzie miał lepszych ocen lub zachowania zapomnij, że pojedziesz na następne zawody”. Ileż razy słyszeliśmy takie słowa. I ile razy były one puszczone na wiatr. Takie “zastraszanie” ucznia, nie ma najmniejszego sensu, ponieważ jest on w pełni świadomy, tego, że on i tak tam pojedzie. Bo szkole po prostu się to opłaca. Nie poprawi swoich ocen (mówimy tutaj o przypadkach, gdy ponadprzeciętne umiejętności sportowe przewyższają bądź zdominowany umiejętności intelektualne), nie poprawi swojego zachowania, BO JEMU WOLNO. Rządzi szkołą, ma solidarne wsparcie wszystkich członków drużyny, robi na co tylko ma ochotę. Bo jest bezkarny.

Bardzo często w postaci sportowca odnajdujemy postawę chuligana. Może on bezkarnie terroryzować uczniów, zachęcać do łamania regulaminu szkoły lub po prostu negatywnych zachowań, niszczyć sprzęty szkolne. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nauczyciele o tym wiedzą. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, kto zrobił to lub tamto, ale nic nie robią. Dlatego ucieka się do odpowiedzialności zbiorowej. I liczy na to, że ktoś wyda winnego. A to się nigdy nie stanie. Bo winnego nie złapią wyrzuty sumienia, a inni boją się go wydać. I znów bezkarny. Natomiast pozostali, bezkarni uczniowie, którzy się po prostu boją zostaną ukarani.

Na początku wspomniałem o nagradzaniu podczas najróżniejszych świąt szkolnych. Ile razy zdarzyło się tak, że o osiągnięciach naukowych uczniów mówiono cicho lub nie mówiono, albo całą sławę, glorię,uwagę przekazywano kolejnych trzeciemu miejscu w kolejnych gminnych zawodach. Z zawodów w których bierze udział 5 szkół robi się zwycięstwo mistrzostw świata. Rozumiem, to jest miłe, i dobrze ukazuje szkołę, ale bez przesady.

Tak wygląda moje stanowisko wobec tego zjawiska. Sport to zdrowie, jest potrzebny i to dobrze, że szkoły mogą pochwalić się wysokimi osiągnięciami uczniów w tej dziedzinie. Ale nie popadajmy w paranoję. A przede wszystkim, nie dawajmy ulg sportowcom, bo nie są w niczym lepsi od innych uczniów. Nie udawajmy, że nie widzimy. I starajmy się zwalczać niesprawiedliwość.

 

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *