Hot! Końska Sprawa

KOŃSKA SPRAWA Moja córka chodziła do Technikum Hodowli Koni, a ja pracowałam w fundacji realizującej program szkoleń dla samorządów uczniowskich. Ala i jej przyjaciółka Milena w czasie jakiejś imprezy ekologicznej obejrzały film o transportach polskich koni do włoskich rzeźni. Straszny. Przez parę tygodni rozmawiały tylko o tym. Kochały konie (dlatego wybrały taką specyficzną szkołę) i koniecznie chciały COŚ ZROBIĆ, żeby pomóc tym zwierzętom, które nie dość, że zostały skazane na śmierć, to jeszcze musiały znosić straszliwe, nieuzasadnione cierpienia w czasie wielodniowej podróży. Już wkrótce o „koniach rzeźnych” debatowało całe technikum. Ale co może zrobić grupa nastolatków? 

Okazało się, że jeśli sięgnie do tzw. „zewnętrznych zasobów ludzkich” – może wiele. „Rozmawiajcie z kim się da. Wśród ludzi szukajcie pomocy” radziła wychowawczyni, która też zaangażowała się w sprawę. Tak zrobili. Ktoś znalazł gospodarstwo agroturystyczne, którego właściciele zgodzili się przyjąć dwa lub trzy konie wykupione z transportu, ktoś zorganizował zbiórkę pieniędzy. Milenie i Ali zaproponowałam wciągnięcie do działania 16 gimnazjów z różnych stron Polski: „To świetne dzieciaki. Jeżeli wymyślicie jakąś akcję, na pewno w to wejdą”. Dziewczyny zatelefonowały do Klubu „Gaja” (link), który pokazywał film o koniach na pamiętnej dla dziewczyn imprezie. Czy robią coś jeszcze w tej sprawie? Robili. Mają różne publikacje, ulotki, zbierali podpisy obywateli pod skierowanym do sejmu apelem o uchwalenie zakazu transportu koni rzeźnych. Ale to nie wypaliło. A gdyby teraz w taką akcję weszły samorządy uczniowskie? To nie ma sprawy – można do tego wrócić, bo sprawa jest ważna. „Gaja” może dostarczyć „materiały propagandowe”. Po paru dniach, jeszcze nim specjalnie powołany przez samorząd komitet skończył „szlifowanie” listu do innych samorządów, poczta dostarczyła paczki z ulotkami, biuletynami akcji „Zwierze nie jest rzeczą”, książkami itp.

 
 

 

Dwa tygodnie później delegaci komitetu przyjechali do Warszawy na spotkanie samorządów biorących udział w szkoleniu. Ich prezentacja została włączona do programu. Opowiedzieli o problemie, o akcji, rozdali uczestnikom pakiety materiałów dostarczonych przez „Gaję” i przygotowanych w ich szkole, przekazali swój apel.

Organizatorzy szkolenia ogłosili konkurs i dołączyli swoją „instrukcję obsługi”.

 

Gimnazjaliści rzeczywiście weszli w akcję na maxa. Do „Gai” pojechały grube koperty wypchane blankietami z podpisami obywateli – uczniów i dorosłych mieszkańców okolic szkół. Wkrótce potem samorządy, które wzięły udział w tej akcji, dostały pocztą podziękowania z Technikum Hodowli Koni.

WAŻNE ZASADY: Jeśli chce się uzyskać pomoc, trzeba

  1. ŁADNIE POPROSIĆ;
  2. KLAROWNIE PRZEKONAĆ, ŻE SPRAWA JEST WAŻNA;
  3. ŁADNIE PODZIĘKOWAĆ (tylko wtedy można liczyć na pomoc w przyszłości).

Czy ta akcja przyniosła jakiś realny skutek? Była jednym z etapów działania, które trwa dalej. I można się w nią włączyć. 

A jeśli chciałbyś, by samorząd Twojej szkoły robił coś dla zwierząt, szukaj w internecie organizacji, które się tym zajmują i skontaktuj się z tą, której działalność najbardziej Ci odpowiada. Wiele z nich chętnie podejmie taką współpracę. I zacznij działać. Jeśli nie masz konkretnych pomysłów, możesz je znaleźć na stronach „Gai”: www.klubgaja.pl/lokalna_ziemia/ (np. nadal można ratować konie rzeźne).

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *