Hot! Historia pewnego wywiadu, czyli jak 10-letnia Antonina Rzecznika Praw Dziecka przepytywała

Wszystko zaczęło się w szkole. Na jednej z lekcji nauczycielka poprosiła dzieci, aby przeprowadziły wywiad z osobą, którą uważają za największy autorytet. Zadanie nie było łatwe ponieważ oczywiste autorytety wydawały się Toni zbyt oczywiste. Wiem! Rzecznik Praw Dziecka – przecież on broni dzieci bez względu czy są grzeczne czy nie. To z nim zrobię wywiad – zdecydowała dziewczynka.

Jak pomyślała, tak zrobiła. Napisała krótki z list i za pomocą internetu wysłała do Markowi Michalakowi. Jego reakcja była natychmiastowa – opublikował list na swoim profilu wraz z komentarzem, że spotkanie z Antoniną będzie dla niego wielkim zaszczytem. Pomysł dziewczynki szybko zyskał wielu sojuszników, mocno kibicujących jej wyzwaniu. Wraz ze słowami otuchy fejsbukowicze wyrażali głęboką nadzieję, że wywiad nie tylko zostanie przeprowadzony, ale także opublikowany.

Kilka dni później Redaktor Tonia, w towarzystwie mamy odwiedziła Rzecznika. Nawet przez chwilę nie sprawiała wrażenia osoby denerwującej się dziennikarskim debiutem, a przecież niewielu dorosłych redaktorów zaczyna przygodę z mediami od wywiadu z szefem konstytucyjnego urzędu!

Poniżej pełen zapis (autoryzowanej!) rozmowy z Markiem Michalakiem. Co powiecie na Grand Press i Pulitzer’a w wersji junior?

***

Antonina: W takim razie pierwsze pytanie. Jaka była Pana najtrudniejsza sytuacja w pracy? Czyli, jak na przykład Pan miał jakąś trudną sytuację bo jakieś dziecko było tak bardzo zdenerwowane swoją położoną sytuacją, że Pan nie umiał mu za bardzo pomóc?

Rzecznik Praw Dziecka: Wiesz, najtrudniejsze są te sytuacje, kiedy nie mam instrumentów prawych, żeby dziecku pomóc, gdy wiem, że należy zrobić coś więcej, ale nie ma na to paragrafów w ustawie, w rozporządzeniu, czy gdziekolwiek i kończą się możliwości Rzecznika. To jest frustrujące, lubię być skuteczny, lubię wiedzieć, że udało się dziecku pomóc.

Często dostaje pytanie o najtrudniejszą sprawę jaką podejmowałem, ale na to pytanie dzieciom nie odpowiadam. Nie uważam, że one tego nie zrozumieją, tylko dlatego, że czasami dorośli potrafią wyrządzić dzieciom wyjątkowo okropne krzywdy, a ja nie chcę dziecięcych głów obciążać tak trudnymi sprawami.

A: Czyli taki koniec możliwości…

RPD: Tak, ja to nazywam „dochodzeniem do ściany”. To chwile, gdy nie mogę już zrobić kroku do przodu ponieważ przede mną jest ściana. Na szczęście bywa, że udaje się tę ścianę zburzyć.

12.01.2017.Warszawa ul. Przemysłowa 32 Biuro Rzecznika Praw Dziecka, spotkanie Marka Michalaka z Antoniną

A: To zaczynamy drugie pytanie. Co Panu podoba się w tej pracy, którą Pan aktualnie robi?

RPD: Najbardziej podoba mi się to, że jestem zawsze po dobrej stronie mocy. Stoję zawsze po słusznej stronie. Po stronie dzieci.

A: Czyli, tak jakby po stronie Jedi 😉

RPD: Tak! Strona dzieci jest zawsze tą właściwą. Podejmując jakiekolwiek działania trzeba patrzeć na potrzeby tych najsłabszych. Dzieci, osoby z niepełnosprawnością, osoby starsze, to grupy społeczne słabsze od innych, ale dzieci są o tyle w najgorszej sytuacji, że nie mają możliwości wpływania na prawo, na posłów, na senatorów. Kiedy ja mogę się o nie upomnieć to wiem, że działam w słusznej sprawie.

A: Jakim Pan był dzieckiem i jakie były Pana marzenia w dzieciństwie?

RPD: Bardzo różne. Miałem bardzo fajne dzieciństwo, choć było to co prawda w trudnych czasach, kiedy wszystkiego, wszędzie brakowało. Zawdzięczam je przede wszystkim rodzicom, którzy byli zawsze gotowi mi pomóc, interesowali się moimi sprawami, potrafili wysłuchać.

Moje marzenia opierały się najbardziej na tym, co chciałbym zobaczyć, gdzie pojechać. Pamiętam, że zawsze marzyłem o odwiedzeniu „Czarnej Afryki” – tak nazwałem środek Afryki. Swoje marzenie spełniłem w życiu dorosłym. Teraz wizyty na Czarnym Lądzie staram się wykorzystywać nie tylko do celów turystycznych, to miejsce, gdzie dzieci też potrzebują wsparcia. Mam poczucie, że w Europie czasami tworzymy problemy, w Afryce mają je naprawdę.

A: To jakim Pan był dzieckiem? Leniwym? Niegrzecznym?

RPD: Żywym. Nie lubię pojęć „grzeczny” czy” niegrzeczny”, ponieważ są dość nieprecyzyjne. Dziecko otrzymując komunikat „bądź grzeczny”, często nie wie, co to właściwie oznacza – czy ma się nie odzywać, czy ma przestać się bawić?

Byłem dość asertywnym dzieckiem, umiałem powiedzieć „nie”, kiedy trzeba było, ale rozrabiaką trochę też byłem 😉

Uczyłem się też różnie, wcale nie tak, że na samych piątkach, zdarzała się jakaś „dwója”, wiesz za moich czasów nie było jedynek.

A: Jakie trzy rzeczy wziąłby Pan na bezludną wyspę?

RPD: Na pewno książkę, fotografię rodziny i chyba jednak…komórkę z dostępem do internetu. Szkoda, że mogę wskazać tylko trzy, bo jeszcze przydałby mi się długopis – bardzo lubię pisać.

A: Można opalić drewienko na węgiel… nim też można pisać.

RPD: Tak, ale zabrakłoby mi papieru.

A: Można pisać na korze drzewa 😉

12.01.2017.Warszawa ul. Przemysłowa 32 Biuro Rzecznika Praw Dziecka, spotkanie Marka Michalaka z Antoniną

A: Czy Pan lubi jak dziennikarze Pana zaczepiają i jakich pytań Pan nie lubi jak Panu zadają? Chodzi mi o takie sytuacje kiedy Pan się śpieszy i nagle dziennikarze do Pana podchodzą z mikrofonami…

RPD: Lubię współpracę z dziennikarzami i staram się mieć dla nich czas i odpowiadać na pytania. Nie lubię natomiast, kiedy są nieprzygotowani i zadają pytania niezwiązane z tematem, aczkolwiek rozumiem też, że dlatego się spotykamy, żeby mogli zadać każde pytanie i otrzymać na nie odpowiedź. Co do zasady, traktuję dziennikarzy jak sojuszników. W mojej działalności, kiedy głośno krzyczę żeby poprawić los dzieci, dziennikarze oraz organizacje pozarządowe, to naturalni sprzymierzeńcy Rzecznika w działaniu.

A: Gdyby mógł Pan złamać jedno prawo dziecka to jakie to by było?

RPD: Co zrobić?

A: Czyli chodzi mi o to, że np. czasami dzieci lubią sobie podjeść jakieś słodycze, ale są takie zasady, że nie wolno jeść słodyczy przed snem jak się już umyło zęby… i ja czasem chętnie bym je złamała.

RPD: Zawsze można umyć zęby drugi raz 🙂

A tak poważnie, to prawa są po to żeby ich przestrzegać. Nie ma od tego wyjątków. Twój przykład, to nie jest prawo w rozumieniu praw dziecka, to jest pewna zasada. Zasady też są potrzebne i jeżeli je ustalamy np. z rodzicami, to należy ich przestrzegać.

A: A co Pan uważa o dziecięcej wierze w Świętego Mikołaja, Wróżkę Zębuszkę czy Królika Wielkanocnego?

RPD: Dopóki dzieci wierzą w te postacie, to dorośli nie powinni tego niszczyć. Zresztą kiedyś nawet powiedziałem, że dzieci mają prawo wierzyć w Świętego Mikołaja, a my dorośli powinniśmy pomóc Mikołajowi spełniać dziecięce marzenia. Ta wiara pobudza marzenia.

A: Co by Pan zmienił gdyby umiał się Pan cofać w czasie?

RPD: Nie mam takich rozterek. Jestem zadowolony ze swojej przeszłości, zawsze robiłem to co lubię, więc chyba nie zmieniłbym nic.

A: Zupełnie nic?

RPD: Cóż, może chciałbym, aby wcześniej na świecie uchwalono Konwencję o prawach dziecka i szybciej wprowadzono do polskiego prawa całkowity zakaz bicia dzieci. Choć zawsze można powiedzieć „lepiej późno niż wcale”.

A: A kim chciałby Pan być gdyby nie był Pan Rzecznikiem Praw Dziecka? Gdyby mógł Pan zmienić pracę.

RPD: W chwili obecnej pracuję jako Rzecznik Praw Dziecka, ale z wykształcenia jestem pedagogiem, czyli osobą, która jest specjalistą od wychowywania dzieci. Nie chciałbym zmieniać zawodu, a pracę? Rzecznikiem będę do sierpnia 2018 roku, ale jestem przekonany, że nadal będę pracował na rzecz dzieci i ochrony ich praw. Tylko już w innym miejscu.

A: Jaką super moc chciałby Pan mieć? To mają być takie moce jakie posiadają super bohaterowie jak Superman, Batman, Spiderman…

RPD: Wybieram Chuck’a Norris’a, ponieważ on zawsze pojawi się na miejscu wcześniej niż coś złego się wydarzy.

A: czyli taką moc Chucka Norrisa 😉

RPD: TAK! Szkoda, że to są tylko bajki…

A: Teraz już ostatnie pytanie. Kto jest albo był Pana autorytetem?

RPD: Wiele osób mógłbym określić mianem autorytetów, ważnych osób w moim życiu. Niewątpliwie autorytetem życiowym byli-są moi rodzice, natomiast wzorem zawodowym, pedagogicznym są natomiast: Janusz Korczak, Irena Sendlerowa, która uratowała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci z getta, Maria Łopatkowa, która w kwestii praw dziecka w powojennej Polsce zrobiła chyba najwięcej w naszym kraju. To ludzie, którzy nigdy nie patrzyli na czubek swojego nosa, którzy dostrzegali innych i pomagali, nie patrząc, że ich interesy, a nawet życie, są zagrożone.

A: Hmmm…. Czyli ogólnie jest ich dużo ale ja dla ułatwienia zapisałam tylko Janusz Korczak i Rodzice…

RPD: Ha, ha… No tak. W Januszu Korczaku podziwiam to, że potrafił naprawdę uczciwie rozmawiać z dziećmi, rozumieć je i pomagać im nawet w ostateczności, za cenę swojego życia. To było takie uczciwe. W przyjaźni trzeba wiedzieć, że można na kogoś liczyć bez względu na to, czy jest dobrze czy źle, nawet bardziej jak jest źle, bo jak jest dobrze to jest łatwo, wszyscy się uśmiechają i jest super. Kiedy jest źle, kiedy człowiek się naraża i podejmuje działania na rzecz drugiego człowieka, jest dla mnie kimś.

A: A ja wiem, kto to jest Janusz Korczak. Pamiętam, że kiedyś poszliśmy na wycieczkę szkolną do takiej jakby szkółki i mieliśmy zajęcia o Januszu Korczaku i pani nam mówiła, że On podczas drugiej wojny światowej opiekował się sierotami i bronił ich przed żołnierzami przeciwnej armii…

RPD: To pewnie byliście na ul. Jaktorowskiej w Warszawie, w domu, który Korczak prowadził.

A: Tak, tam był taki domek ze zdjęciami wszystkich dzieci….

RPD: Tak, to jest właśnie to miejsce. To był wyjątkowy dom, dziś przypomina o ciężkich czasach, szczególnie również dla dzieci. Wojna to najgorsze z możliwych rzeczy, jakie mogą się zdarzyć.

Pamiętam, jak kiedyś odwiedziło mnie 80 chłopców z Libii. Dużo rozmawialiśmy o prawach dziecka, na koniec wizyty zapytałem ich, które z nich jest dla nich najważniejsze. Jak myślisz, które wskazali?

A: Prawo dzieci do leczenia?

RPD: Hmmm…, a Ty które prawo dziecka byś wybrała? Które wskazałabyś Rzecznikowi, aby jeszcze mocniej upomniał się o nie?

A: Moim zdaniem jednym z ważniejszych praw dziecka jest to, że dziecka nie można wykorzystywać do różnych prac, czyli na przykład…

RPD: Ale widzisz to w Polsce? Czy Twoim zdaniem dzieci w Polsce są wykorzystywane do pracy?

A: Nie, ale wiem, że na świecie tak jest…

RPD: A w Polsce? Które prawo nie jest w pełni respektowane dla Twoich kolegów i koleżanek?

A: No to chyba to z leczeniem. Czasami się zdarza jak np. Hela, moja młodsza siostra…. albo mój kolega Szymon, on miał złamaną rękę, a jemu kazali kilka godzin czekać na korytarzu…

RPD: To bardzo ważne prawo. A czy wiesz jakie inne prawo najczęściej wymieniają polskie dzieci?

A: Nie…

RPD: Ty właściwie już je wymieniłaś, ponieważ zaczęłaś zdanie od sformułowania: „moim zdaniem”, a to jest właśnie prawo do wyrażania swojego zdania. Polskie dzieci wskazują je najczęściej.

Wracając do moich gości z Libii. Chłopcy wskazali na prawo do bezpieczeństwa. Mówili, że chcieliby mieć gwarancję, że gdy wyjdą rano do szkoły, to wrócą po lekcjach do domu.

Dzieci coraz częściej upominają się także o prawo do równego traktowania, do niedyskryminacji.

A: Ja wiem, że na przykład w Sparcie, w Grecji, było takie prawo, że jak dzieci były chore i urodziły się niepełnosprawne to je zrzucali ze skały do morza…. albo podrzucali wilkom na pewną śmierć.

RPD: Tak, ten przykład często podajemy pokazując, jak rozwijały się prawa dziecka, jak było kiedyś i jak jest dziś. To, że dziś nie zrzucamy dzieci z niepełnosprawnością do morza, wcale nie oznacza, że powinniśmy osiąść na laurach w kwestii ochrony praw dziecka. Jest w tej materii jeszcze dużo do zrobienia.

A: No tak, bardzo dziękuję Panu za wywiad… i pyszne czekoladki 😉

12.01.2017.Warszawa ul. Przemysłowa 32 Biuro Rzecznika Praw Dziecka, spotkanie Marka Michalaka z Antoniną

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *