Buntownik z wyboru

Jest piątek, godzina- po zachodzie słońca. Siedzę przed ekranem komputera (szkoda, że nie przed maszyną do pisania)  i zastanawiam się o czym napisać. Pomysły? Brak. No ale jak się powiedziało, że się napisze, to trzeba napisać. W sumie to mógłbym pójść na łatwiznę i opisać choćby swój podręcznik od polskiego. Ale kogo by to interesowało? Chcę czegoś więcej. No właśnie. Czego oczekuję sam od siebie?

Każdy kto choć raz przeczytał “Buszującego w zbożu”, zadał sobie to pytanie. Dla osób niezorientowanych o co chodzi w powieści krótkie streszczenie (jeśli wiesz o co chodzi, możesz przejść do następnego akapitu): 16- letni chłopak z dobrego domu ucieka ze szkoły,
z której tak czy tak zostanie wyrzucony i przez trzy dni błąka się po ulicach Nowego Jorku. Podczas swojej wędrówki próbuje odnaleźć sens życia i odnaleźć swoją pozycję
w otaczającym go świecie. Główny bohater czuł się w swojej szkole stłamszony
przez otoczenie. Chciał czegoś więcej od życia, a był otoczony przez bandę pustych
i fałszywych ludzi. Wędrówka po mieście jest dla niego niczym zimny, orzeźwiający
i oczyszczający prysznic.

Chyba zaraz wyjdę z domu na taki dłuuugi spacer. Co prawda nie po Nowym Jorku, ale zawsze coś. Myślę, że każdy kiedyś musi pójść na taki spacer. Jest taki moment kiedy
z szuflad w naszym mózgu wylatuje już cała ich zawartość. Raz na jakiś czas powinno się zrobić taki (niekoniecznie)wiosenny porządek. Poukładać sobie relacje. Uświadomić sobie, co nas dusi, co rozwija, a przy czym po prostu czujemy się dobrze. Kto nas irytuje, przy kim musimy uważać na to, co mówimy, a przy kim możemy mówić co tylko nam przyjdzie na myśl. Zapomnieć o rzeczach, o których chcemy zapomnieć. Taki zabieg raz na jakiś czas to tylko samo dobro. To pomaga znaleźć cel swojego życia. Z naszym mózgiem jest jak
z plecakiem. Jeśli podróżując zbieramy wszystkie bibeloty jakie tylko wpadną nam w oko i chowamy je do plecaka, to potem trudno jest się nam w nim odnaleźć. Natomiast jeśli wkładamy do torby rzeczy tylko najpotrzebniejsze, automatycznie jest ich mniej, w skutek czego odnajdujemy się w bagażu szybciej, niesiemy mniej i chodzi nam się łatwiej. Prosta matematyka.

Jednak czy warto znajdować sens życia? Czy nie lepiej dać się porwać nurcie rzeki czasu i niech nas prowadzi gdzie chce? Czasami mając plan na coś, łatwo się rozczarować. Lepiej być szczęśliwym, że w ogóle dożyliśmy tej chwili. Cieszmy się, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Ale oczywiście, warto czasami coś planować i zabezpieczać swoją przyszłość.  Jeśli już w tym tekście pojawił się Nowy Jork z połowy XX wieku, to chciałbym zakończyć ten artykuł słowami Jamesa Deana: “Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś”.

Eryk

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *