Hot! Anna, magiczna figurka i książę Lucjan

„I znów mi się nie udało…” – pomyślała Ania, całkowicie tracąc nadzieję na to, że kiedyś osiągnie swój cel. „Ileż to razy próbowałam naprawiać moje błędy? Staram się, jak tylko mogę, a i tak nic z tego nie wychodzi! Czy kiedykolwiek Bóg pozwoli mi poradzić sobie z jakimś problemem?”. Na takich i podobnych rozmyślaniach dziewczynka spędzała dużo, zdecydowanie za dużo czasu.

Mijały lata. Anna rosła, wciąż nie radząc sobie z najmniejszymi błahostkami, choćby z przygotowaniem tradycyjnej w jej regionie potrawy – bigosu. Bardzo chciała  robić same pożyteczne rzeczy, nie stwarzając przy tym dużego bałaganu. Postanowiła więc opuścić swój rodzinny dom i udać się do odległej wsi, gdzie miała pracować u bogatych państwa jako służąca. Decyzja ta, jak się potem okazało,  zmieniła całkowicie jej życie.

Podróż nie trwała zbyt długo. Anna, jadąc starym wozem swego ojca, podziwiała rozległe pola dojrzewającej pszenicy. Przemierzała górskie doliny, oglądając skaczące po skałach kozice. Ostatni fragment drogi wiódł przez gęsty bór, który zamieszkiwały jelenie.

Kiedy Anna dotarła na miejsce, jej oczom ukazał się dwór szlachecki, którego ściany porastał gęsty bluszcz. Przed oknami rosły pięknie pachnące herbaciane róże. Dziewczyna była zachwycona, a jej serduszko biło tak mocno, że aż drżała. Bardzo obawiała się spotkania z nowym chlebodawcą.

Nagle usłyszała kroki zbliżające się w jej kierunku. Drzwi otworzyły się, a w nich stanęła starsza pani ubrana w czerwono-niebieską spódnicę, biały fartuszek obszyty koronką oraz czarny żakiet, spod którego wystawał duży kołnierz. Na głowie miała biały czepiec, a na nogach ciemne trzewiki, zapinane rzemieniem. Na twarzy gospodyni promieniał uśmiech. Kobieta przywitała się miłym głosem:

– Witam. Jesteś Anną?

– Tak. Anną Stefańską i przybyłam do państwa na służbę – dziewczyna odpowiedziała nieśmiało.

– Wobec tego zapraszam cię. Wejdź. Na pewno jesteś bardzo zmęczona podróżą- odparła starsza pani.

– O tak, bardzo – szepnęła dziewczynka.

– Zaprowadzę cię do twojego pokoju, a gdy się rozgościsz, to zapraszam na kolację. Wtedy o wszystkim porozmawiamy – powiedziała gospodyni.

Pokoik Anny był mały, ale bardzo przytulny. Znajdowało się w nim metalowe łóżko, jednodrzwiowa szafa z lustrem, stolik z dwoma krzesłami.

Kolację dziewczyna zjadła w kuchni w towarzystwie pani domu, która opowiedziała nowej mieszkance dworu o zwyczajach w nim panujących. Przedstawiła również jej obowiązki. Do Ani miało należeć utrzymanie wszystkich pomieszczeń w czystości, pilnowanie porządku na zewnątrz budynku i pomoc w przygotowaniu posiłków.

Mijały miesiące. Dziewczynka była bardzo solidna, sumienna w wypełnianiu swoich obowiązków. Dzięki cennym uwagom wielmożnej pani zaczęła również wyśmienicie gotować.

Pewnego wieczoru Anna kończyła zamiatać werandę. W świetle księżyca spostrzegła, że na podłodze coś połyskuje. Gdy się schyliła, zauważyła kilka porcelanowych kawałków. Wzięła je do ręki i zaczęła przyklejać do siebie.

Nagle przed jej oczami coś zabłysło tak mocno, ze na moment ją oślepiło. Gdy Ania odzyskała wzrok, zauważyła, że porcelana ożyła, a pęknięcia zniknęły. Figurka przybrała postać psa. Miała jasny kolor i dwoje wielkich czarno-niebieskich oczu.

Wtem usłyszała szum dobiegający od strony lasu. Po chwili zauważyła, że złożona figurka zniknęła z jej dłoni. Miał ją w łapach wielki, czarny kot, który śmiał się złowieszczo. Ania nie przestraszyła się go i – sama nie wiedząc, dlaczego – pobiegła za nim w ciemny las. Właśnie wtedy, gdy zaczęło brakować jej tchu, ujrzała w środku lasu domek, na którego dach wskoczył kot.

06_Anna-O jej! Co to?! – krzyknęła Ania, gdy z komina zaczęły wynurzać się kościste, pomarszczone dłonie. Następnie dziewczynka zobaczyła kapelusz oraz długi nos z wielkim pryszczem. „To czarownica!”- pomyślała. „A ten kot na pewno do niej należy!”

Nagle usłyszała dziwny zgrzyt, dziwny pisk i zobaczyła jak młody, przystojny  mężczyzna w niebieskiej marynarce, który pojawił się, nie wiadomo skąd, wyciągnął wiedźmę z ukrycia, uniósł ku górze i szablą ściął jej głowę. W tym samym momencie zniknął czarny kot, a skradziona figurka psa stoczyła się z dachu, spadła na ziemię i potłukła się na wiele drobnych kawałków.  Pogromca wiedźmy podszedł do Ani i powiedział:

– To była czarownica, która chciała kiedyś posiadać krzesiwo. Znasz tę historię?

– Tak – odrzekła.

– Jestem synem żołnierza, teraz króla, który przed wielu laty skrócił o głowę tę wiedźmę. Ona jednak, dzięki swym czarom, nie umarła, a do pełni sił przywróciła ją magiczna figurka, która została złożona przy pomocy twoich drobnych dłoni. Musimy teraz zakopać fragmenty porcelany tak głęboko w ziemię, aby już nigdy człowiek nie wskrzesił tego zła.

– Tak, dobrze. Zróbmy to – odrzekła dziewczyna.

Kiedy wracali razem do domu, a emocje już opadły,  młody mężczyzna przedstawił się jej:

– Mam na imię Lucjan i jestem księciem.

Dziewczyna zaniemówiła. Pomyślała: „Zanim wyjechałam z domu, nic nie potrafiłam zrobić, wszystko psułam, a teraz jestem dobrą służącą. Świetnie gotuję. Pokonałam razem z Lucjanem złą czarownicę. Nie muszę naprawiać moich błędów, ponieważ ich już nie popełniam.”

Z zadumy wyrwał ją głos Lucjana:

– Muszę wracać na zamek. Spotkamy się jeszcze?

– Bardzo chętnie – powiedziała Anna.

 

***

– Smakuje ci bigos, Lucjanie? – zapytała wiele lat później Anna siedzącego przy stole męża.

– Och! Oczywiście, że mi smakuje! – odrzekł król. – Przecież wiesz, że każde twoje danie: czy to klopsiki, czy pita z dynią, jest pyszne. Odkąd wzięliśmy ślub i zamieszkałaś na zamku, dzięki twoim umiejętnościom kulinarnym całe nasze królestwo je tradycyjnie i zdrowo.

–  Masz rację, a czy pamiętasz, kiedy się spotkaliśmy?

– Tak. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu – rozmarzył się Lucjan.

Reszty historii nie trzeba opowiadać, ale na koniec dodam tylko: królowa Anna i król Lucjan żyli długo i szczęśliwie.

 

Julia Chruścik

 

 

 

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *