Hot! Adopcja na odległość Ruchu Światło-Życie

Jak wiecie, Konwencja o Prawach Dziecka gwarantuje każdemu dziecku, bez wyjątku, te same prawa, między innymi prawo do odpowiedniego poziomu życia, prawo dostępu do opieki zdrowotnej czy prawo do nauki.

Niestety nie w każdym kraju te normy są przestrzegane.

Osoby odpowiedzialne za dzieci mają im zapewniać odpowiednie warunki do życia i rozwoju. Mimo to we wszystkich krajach na świecie, a w szczególności w krajach afrykańskich, są dzieci, które żyją w skrajnie trudnych warunkach i wymagają wyjątkowej troski i zainteresowania. Właśnie w takich przypadkach szczególnie ważne są inicjatywy, takie jak adopcja na odległość. Co to jest „adopcja na odległość”? Kilka słów na ten temat przygotował dla Was Jarek Deska, działający w Ruchu Światło-Życie. Odpowiedzi znajdziecie poniżej.

Czym jest adopcja na odległość?
To pomoc dzieciom z ubogich krajów (w naszym programie z Kenii) w zdobyciu wykształcenia i danie im szansy na lepszą przyszłość.

Dlaczego Kenia?
Na naszych misyjnych drogach spotkaliśmy kenijskiego księdza Francisa Gaciata i polską misjonarkę s. Alicję Kaszczuk, pracującą w Kenii. To oni opowiedzieli nam o tym, jak ogromne są potrzeby mieszkańców Kenii, a szczególnie tych najmłodszych.
Odwiedzając Kenię latem 2009 r., na własne oczy mogliśmy zobaczyć, jak ważna jest każda pomoc. Do dziś objęliśmy opieką już prawie setkę dzieci, a liczba ta szybko rośnie.

Kto i jak może pomóc?
Każdy, kto minimum przez rok jest w stanie przekazywać 30 dolarów amerykańskich (ok. 100 zł) miesięcznie, może adoptować konkretne dziecko w Kenii. Ta kwota wystarcza na opłacenie czesnego za szkołę, kupno wyprawki (mundurek szkolny, książki i wszystkie przybory), wyżywienie i w razie konieczności opiekę medyczną.
Można również (wpłacając jednorazowo dowolną kwotę) wspomóc inny projekt (np. budowę domu dla rodziny w bardzo trudnej sytuacji, czy odbudowę spalonego internatu, w którym mieszkało sześćdziesięcioro uczniów).
Dzieci wspomagamy również modlitwą i utrzymujemy z nimi kontakt listowny.
Adopcja na odległość często jest jedyną szansą na edukację dla dzieci, a tym samym szansą na wyjście z ubóstwa. Mamy świadomość, że dla wielu z nas udział w programie adopcji wiąże się z wyrzeczeniami, ale w ten sposób możemy okazać naszą solidarność z najsłabszymi.

Znajdziecie nas na stronie: http://oaza-adopcjanaodleglosc.blogspot.com

Jarek Deska z zawodu jest ekonomistą, ale ukończył też turystykę i rekreację. Podróże to jego wielka pasja. Robi dużo zdjęć i uwielbia uwieczniać na nich emocje. Od ponad dziesięciu lat zaangażowany jest w Ruch Światło-Życie. Od trzech lat szczególna jest dla niego Diakonia Misyjna tegoż Ruchu, która między innymi posyła wolontariuszy misyjnych oraz prowadzi program adopcji na odległość dzieci z Kenii. W 2009 r., wraz z grupą wolontariuszy pojechał do Kenii, by na własne oczy zobaczyć, jak żyją dzieci na równiku, jakie są ich potrzeby i w jaki sposób można im pomóc. Poniższe zdjęcia to krótka próba zrelacjonowania tego, co zobaczył w tym niezwykłym miejscu.
(Mizunguu, Kenia, sierpień 2009)

Tak jak wszystkie dzieci na świecie, również te mieszkające w Kenii, na równiku, szukają miłości i odrobiny zainteresowania.

 

Mimo wielu niedostatków: powszechnie panującej biedy, głodu i chorób, dzieci są radosne, uśmiechnięte i ciekawe świata. Niezwykłą ciekawostką na równiku jest MZUNGU (biały człowiek), dlatego dotknięcie „bladej twarzy” było dla nich wielkim przeżyciem!

Zabawy z piłką były dobrą płaszczyzną porozumienia z dziećmi, które nie chodzą do szkoły i nie znają języka angielskiego. Czasem to dzieci były dla nas nauczycielami i uczyły nas swojego plemiennego języka – kimeru.

Wiele dzieci po raz pierwszy w życiu trzymało w ręku kredkę. Sam nie wiem, czy większe wrażenie wywarło to na nich, czy na nas – wolontariuszach. Na pewno ja nauczyłem się tego, że nie wszystko co jest oczywiste dla mnie, takie samo jest dla innych.

Najmłodsi na równiku nie jeżdżą w wózkach i nie śpią w łóżeczkach. Dzieci noszone są w chustach na plecach mamy lub starszych sióstr, które przejmują opiekę nad nimi, kiedy mama idzie do pracy lub zajmuje się domem.

 

Wiele dzieci wychowuje się na ulicy. Rodzice albo nie żyją, albo nie zajmują się nimi. Często dzieci same najmują się do pracy, by zdobyć trochę pieniędzy na jedzenie, ale zdarza się, że są w tej pracy oszukiwane i wykorzystywane.

W niewielu domach znaleźć można telewizor, o komputerach już nie wspominając, dlatego dzieci spędzają dużo czasu na powietrzu, w ruchu. Ich sprawność fizyczna była czasami dla nas zaskakująca!

Niektórzy rodzice nie chcą posyłać swoich dzieci do szkoły. Wolą, aby pomagały w polu. W taki sposób dzieci mogą na siebie zarobić, a za szkołę trzeba by było jeszcze płacić.

Na terenach, gdzie woda jest towarem deficytowym, jednym z obowiązków należących do dzieci jest przynoszenie wody z rzeki lub źródła. Obecnie zadanie to jest o wiele prostsze, wodę można nosić w kanistrach, które są lekkie, a nie jak niegdyś w glinianych dzbanach.

Dzieci, które mają możliwość pójść do szkoły, wygrały los na loterii i wcale nie przeszkadza im to, że lekcje trwają od 8.00 do 20.00, a wakacji mają tylko dwa tygodnie.

Szkoła w Kenii jest płatna i niewielu rodziców stać na opłacenie czesnego swoim dzieciom. Dzięki wsparciu wielu organizacji z całego świata, części rodzin udaje się pomóc, dzięki czemu w przyszłości dzieci będą miały większe szanse na znalezienie pracy i godne życie. Lista dzieci oczekujących na pomoc niestety jest bardzo długa.

„Co rok, to prorok” czyli obraz przeciętnej kenijskiej rodziny. Niestety wśród dzieci jest duża śmiertelność. Opieka zdrowotna jest bardzo droga i mało skuteczna.

Ci których nie stać na drewniane domy, lepią swoje chaty z gliny i krowiego łajna, ale zazwyczaj rozpływają się one w czasie pory deszczowej. Dzieci najczęściej śpią na czerwonej ziemi lub na liściach bananowców.

Pewnego dnia, robiąc z dziećmi muraiki (aniołki) nie wiedzieliśmy, dlaczego malują je na czarno. Później wytłumaczono nam, że przecież czarne dzieci mają czarne aniołki.

Dla dzieci wychowujących się na ulicy wszystko było nowe i niesamowite, piłka, kredki, nożyczki, ale dla jednego chłopca największą frajdą było mycie się w misce przy użyciu czegoś białego, co się pieni!

Ze względów higieniczno-praktycznych włosy zarówno chłopców, jak i dziewczynek są obcinane bardzo krótko. W porze suchej brakuje nawet wody do picia, więc nikt nie myśli wtedy o dbaniu o higienę osobistą. Niestety odbija się to często na zdrowiu dzieci.

 


W wielu plemionach na terenie Kenii tradycje są jeszcze bardzo żywe. Nie tylko dorośli, ale również dzieci są dumne ze swoich korzeni i chętnie śpiewają tradycyjne pieśni i tańczą rytualne tańce.

Choć na zdjęciach życie na równiku wygląda radośnie i kolorowo, to w rzeczywistości nie jest aż tak pięknie. Szczególnie dla dzieci, każdy dzień to walko o życie. Tam można docenić wszystko to, co my mamy w naszych domach.

 

Ciekawy artykuł? Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola: *